Zelów. Aktualności i informacje lokalne z miasta i powiatu. Czyje jest państwo polskie i dla kogo pracują jego funkcjonariusze? - INFO BAI
bai
info bai
katalog bai
gielda bai
Bai Andrzej Kurzawa
 
Niedziela, 05 kwietnia 2020
Wybierz miasto na mapie
Czyje jest państwo polskie i dla kogo pracują jego funkcjonariusze?
Data dodania: 2012-08-22 21:15:32
Samowolka usankcjonowana
Konstytucja RP określa jednoznacznie, że Polska jest państwem prawa, obywatele są równi, mają jednakowy dostęp do sądów i urzędów oraz że nikogo nie wolno dyskryminować. Tyle ogólna teoria, ale sprawdzenie, jak taka równość wygląda w praktyce, nie pozostawia wątpliwości. Polska NIE JEST państwem prawa, a całe grupy ludności są w Polsce dyskryminowane w majestacie tego prawa.

Wystarczy wziąć pod uwagę np. pechowych właścicieli gruntów, na których zakłady energetyczne (byłe przedsiębiorstwa państwowe) nielegalnie i bez odszkodowania zbudowały instalacje do przesyłu energii, czyli słupy, oraz zawieszone na nich linie przesyłowe. Ich prawni następcy, czyli obecnie przedsiębiorstwa prywatne, często z kapitałem zagranicznym, robią wszystko, aby za te samowole nie zapłacić ani grosza, a co najważniejsze - żeby je dalej, teraz już legalnie, użytkować, bez konieczności ponoszenia jakichkolwiek kosztów.

Grunty wykorzystywane bez umowy
Analizując sytuację, na pierwszy rzut oka widać, że państwo i jego organy - zarówno kontrolne, wykonawcze, jak i sądownicze - wspierają te prywatne giganty, licząc na dywidendę (sprawdźcie, ile PGE wpłaciło budżetowi dywidendy w tym roku) i inne korzyści, w przeciwieństwie do rozproszonych właścicieli, którzy żadnych korzyści udzielić nie mogą.

A przecież ogólna doktryna w Polsce jest taka, że po wydzieleniu majątku przedsiębiorstw państwowych i ich komercjalizacji po 1989 r. państwo za długi tych przedsiębiorstw przestało odpowiadać. Stąd pracują one na własny rachunek, podlegają kodeksowi spółek handlowych, mogą być stroną w sądzie i własnym majątkiem odpowiadają za swoje długi. Doktryna ta zwolniła państwo od odpowiedzialności za decyzje gospodarcze podjęte w jego imieniu przed komercjalizacją, ale też otworzyła właścicielom nieruchomości dostęp do sądów w celu uzyskania odszkodowań za nielegalnie wybudowane instalacje i bez żadnej umowy wykorzystywane grunty. Liczba spraw przeciwko właścicielom linii zaczęła więc narastać i pierwsi właściciele gruntów otrzymali odszkodowania.

Ale państwo okazało się czujne. W 2008 roku wprowadziło (głosami posłów wszystkich opcji) do kodeksu cywilnego tzw. służebność przesyłu - umożliwiającą rzekome „prawne uregulowanie stosunków pomiędzy właścicielami linii oraz właścicielami gruntów, przez które te linie przebiegają”.
. Jednak regulacja została wprowadzona bez jakichkolwiek przepisów przejściowych (nie wiadomo, od kiedy można żądać ustanowienia służebności, co z okresem sprzed jej wprowadzenia itp.).

Prawo działa wstecz
Następnie ideologię dokończyło już orzecznictwo, bowiem Sąd Najwyższy poprzez swoje wyroki stworzył tzw. „ugruntowaną doktrynę”, z której wynika, że obecnie już prywatne przedsiębiorstwa energetyczne mogą nabyć ową wprowadzoną w 2008 r. przez ustawodawcę służebność przesyłu nawet z datą wsteczną, tj. sprzed nowelizacji wprowadzającej służebność przesyłu - poprzez doliczenie do okresu własnego posiadania okres posiadania państwa.

Ponadto - zdaniem Sądu Najwyższego - obecne prywatne przedsiębiorstwa mogą występować o stwierdzenie zasiedzenia nie tylko z datą wsteczną (czyli już w latach 80. i 90., kiedy właściciel nieruchomości nie miał możliwości ochrony swoich praw) i nie tylko na swoją rzecz, lecz także na rzecz samego Skarbu Państwa, gdyż rzekomo „mają w tym interes prawny” - a to już pozwala im na uniknięcie wszelkich roszczeń finanansowych w stosunku do prywatnych właścicieli nieruchomości.

Sprawa z góry przegrana
Na ogół sam Skarb Państwa - działający przez właściwego starostę powiatowego - w ogóle nie wyraża zainteresowania całą sprawą i formułuje do sądu jednozdaniowe pismo, iż pozostawia rozstrzygnięcie do uznania sądu. Co ciekawsze, wszystko odbywa się ostatecznie na koszt właściciela nieruchomości.

Zakłady energetyczne nie występują bowiem same z siebie do sądu o zasiedzenie służebności przesyłu - bezprawne i darmowe korzystanie z cudzej nieruchomości im nie przeszkadza. Wniosek o zasiedzenie składany jest dopiero wówczas, gdy właściciel nieruchomości, po przeprowadzeniu długiej i bezowocnej korespondencji z przedsiębiorstwem energetycznym, idzie szukać sprawiedliwości do sądu, występując z pozwem o odszkodowanie za wieloletnie i bezprawne korzystanie i czerpanie zysków z jego nieruchomości. Płaci on za opinię biegłego (kilka tysięcy złotych) i wtedy dopiero zakład energetyczny podnosi, że przecież już dawno tę służebność zasiedział (np. w 1985 r.). W takiej sytuacji - wszystkie koszty poniesione dotychczas przez właściciela nieruchomości spadają wyłącznie na niego, a dodatkowo musi jeszcze zwrócić przedsiębiorstwu energetycznemu koszty, jakie ono poniosło na prawnika (kolejne tysiące), nie mówiąc o własnej obsłudze prawnej.

Wcześniej nie było zatem służebności przesyłu, a kiedy ją wprowadzono, właściciel nieruchomości dowiedział się, że już dawno została przez zakład energetyczny zasiedziana!

Nie wierzą Państwo, mieszkańcy państwa prawa - Rzeczypospolitej Polskiej? Proszę zapytać w sądach, ile obecnie jest spraw z wniosku np. polskich sieci elektroenergetycznych o tzw. Zasiedzenie służebności przesyłu. Proszę sprawdzić, na czyj koszt takie zasiedzenie jest przeprowadzane. Proszę sprawdzić, czy od takiego zasiedzianego terenu, np. 50 m szerokości i setki kilometrów długości, ktoś płaci podatek od nieruchomości - jak od terenu związanego z działalnością gospodarczą, pomimo że właściciele gruntu nic na tym terenie nie mogą robić, a teren jest systematycznie degradowany i niszczony bez zwracania uwagi na jakiekolwiek przepisy przyrodnicze, narzucane innym przez ochronę środowiska. Proszę sprawdzić też, ile energetyka daje na kluby sportowe i co właściwie za takie sponsorowanie otrzymuje.Bo przecież prąd i tak kupić musimy, więc finansowanie akcji sponsorowanych przez energetykę odbywa się kosztem odbiorców i pechowych właścicieli nieruchomości zajętych i niszczonych przez monopolistę.

Jak widać z bezpośredniej obserwacji, nikt się o tych ludzi nie troszczy, nikt o te grupy społeczne nie walczy, bo są mało liczne i mało zorganizowane, a ewentualne zwycięstwo nie przyniesie medialnego sukcesu.

Ciekawe, czy kiedyś to się zmieni i obywatel będzie rzeczywistym podmiotem prawa, którego - jako słabszego niż bogata instytucja energetyczna - państwo powinno bronić, zamiast uczyć bogatego i pomagać mu w szerzeniu bezprawia…
Proszę pisać do autora o innych zauważonych nieprawidłowościach i dyskryminacji obywateli przez urzędy i instytucje.

Stanisław Tarkowski
s.tarkowski@faktybelchatow.pl



Źródło: Fakty Bełchatów
Tagi:
Najczęściej czytane
go to top